Warto zajrzeć:
| Zwolnienie z w-f, lenistwo czy konieczność? |
|
Lekcja W-fu... lekcja, która za moich czasów kojarzyła się wyłącznie z dobrą zabawą i możliwością podciągnięcia sobie średniej, dzisiaj stała się lekcją taką samą jak wszystkie.
Bo po co grać w piłkę, skoro nikt go nie chce, przecież gorzej biega a jak się przewróci to uderzy głową w ziemię.
Rzeczone słowo przewijało się niemal na każdej lekcji i przy całej klasie. Nie dziwi więc, że i klasa zaczęła za przykładem pani, też jakoś krzywo patrzeć i za każdym razem mu docinać. Wtedy pierwszy raz pomyślałam nad zwolnieniem lekarskim.
Złożyłam wizytę w szkole i wyraziłam swoje niezadowolenie ze sposobu prowadzenia zajęć jak i komentarzy, które z pedagogowi po prostu nie przystoją. Przypomniało mi się, że kiedyś lekarka zaproponowała mi zwolnienie i postanowiłam odświeżyć jej pamięć. Zaproponowała owszem, ale wtedy, kiedy syn miał problemy z oskrzelami, duszności a pięć inhalacji dziennie było normą. Teraz, kiedy zakończyliśmy leczenie, nie ma podstaw do zwolnienia.
W nowym roku szkolnym problem sam się rozwiązał, bo zmieniła się nauczycielka a dziecko robi, co może i na półrocze ma nawet czwórkę.
Nie słychać już skarg a ja zastanawiam się, ile z tych wystawionych zwolnień lekarskich, wyżebranych od lekarzy nie jest wymuszonych chorobą ani lenistwem tylko nie odpowiednim podejściem a nawet brakiem w wykształceniu naszych pedagogów?
Mamuśka |






